Póki co nie mamy powodów do narzekań:
rozpieszcza Nas złota polska jesień. Pisząc to obserwuję
moje okno, całe skąpane w słońcu i kuszące widokiem pięknej
pogody (okno to, nawiasem mówiąc, upodobała sobie ostatnio cała
chmara biedronek, skutecznie uniemożliwiając mi jego otwarcie). Jednak obiecałam sobie, że dzisiaj w końcu
zamieszczę nowy post, który od jakiegoś już czasu czeka
na swoją kolej. Jednak zaraz po aktualizacji istną
nieprzyzwoitością byłoby nie pójść na spacer.
Ale do rzeczy. Czy macie ciasta, które szczególnie
kojarzą się Wam z określonymi porami roku, a nawet
poszczególnymi miesiącami? Oczywiście, nie chodzi mi tutaj
o pierniki na Boże Narodzenie czy wielkanocne mazurki
(to zbyt oklepane), tylko raczej o ciasto rabarbarowe
jedzone tylko
latem albo marchewkowe, pieczone w styczniu, gdy
trudno o świeże, smaczne owoce... Macie takie?
A co z jesienią? Październikiem?
Dla mnie to sezon na szarlotki, placki orzechowo-jabłkowe,
torty jabłkowe czy, moje ulubione ostatnimi czasy, tarty
z jabłkami. Teraz jabłka są najsmaczniejsze i najtańsze.
Wiele z Was ma pewnie w przydomowym ogrodzie jabłonkę,
z owocami której po pewnym
czasie nie ma już
co zrobić, bo w końcu ile jabłek dziennie można
zjeść? Wyjście jest jedno: piec! Zapiekać, przesmażać, zamykać
szczelnie do słoików na zimę.
Dzisiaj podaję Wam kolejny z moich
ulubionych przepisów. Niestety jest on dość czasochłonny,
ale proszę się nie zniechęcać, bo efekt jest warty każdej
poświęconej mu minuty. Oryginalna receptura pochodzi z książki
Tarteletki i tarty, autorstwa Sarah Banbery, jednak tutaj
podaję przepis lekko zmodyfikowany i dostosowany do większej
formy (zaproponowana przez autorkę forma o śr. 22 cm jest
nieprzyzwoicie mała).
Dla wszystkich, którzy skuszą się,
aby przepis przetestować: smacznego!