Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dekoracyjnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dekoracyjnie. Pokaż wszystkie posty

5/26/2013

Dzień Matki



 ...a dla Mamy polne kwiaty, bo czasami taki bukiet zebrany podczas wspólnego spaceru znaczy więcej niż najwymyślniejsza (i najdroższa) kompozycja
z kwiaciarni. W rolach głównych: jaskier ostry (Ranunculus acris) i jastrun właściwy (Leucanthemum vulgare).

P.S. Mam nadzieję, że wszyscy pamiętaliście dzisiaj o uhonorowaniu Waszych Mam :)

2/04/2013

w czasie sesji studenci się uczą

 


W czasie sesji studenci się uczą, a przynajmniej uczyć się powinni, zapominając o blogu i całej reszcie świata. Jednak, jak wiadomo, student nie będzie miał odpowiedniej motywacji do nauki (motywacji zwanej także presją czasu), jeśli wcześniej nie posprząta pokoju, nie zrobi zaległego prania czy nie poukłada kolorystycznie ubrań w każdej szafie. Dopiero wtedy, gdy wszystko jest na swoim miejscu (warto wspomnieć, że często jest to całkiem nowe miejsce, bo pokój przeszedł przedsesyjną metamorfozę) student może z czystym sumieniem zasiąść do nauki.

Ja, prócz tradycyjnego sprzątania, prania i delikatnego przemeblowania, w ramach przygotowań zakupiłam dodatkowo dwa hiacynty, których zadaniem jest, poprzez swój intensywny zapach, utrzymywać mnie w stanie przytomności ciała i umysłu (niczym sole trzeźwiące) przez najbliższe dwie doby (!!!). Nie bez znaczenia jest także to, że pomagają one zniwelować zapach farby olejnej, której aromat unosi się w całym bloku, i która zaczyna przyprawiać mnie o mdłości.

Dobra. Koniec zwlekania. Kolejny egzamin pojutrze, a notatki same się nie przeczytają. Udanej sesji wszystkim!


P.S. Jeśli chwilowo macie dosyc nauki, a od notatek bolą Was oczy, polecam tę stronę <KLIK>. Widok żubrów i saren działa na człowieka wyjątkowo relaksująco. 

1/21/2013

Blue Monday




Według precyzyjnych obliczeń dr Arnall'a, opartych na warunkach meteorologicznych, psychologicznych i ekonomicznych, mamy dzisiaj tzw. Blue Monday. Najbardziej depresyjny dzień w roku. Do wiosny daleko, noworoczne postanowienia znowu spaliły na panewce, a poświąteczny
debet na koncie wcale nie poprawia humoru. Także centymetrowa warstwa lodu, pokrywająca każdy cm2 powierzchni świata wokół, nie pomaga. Niefortunnie (a może właśnie szczęśliwie?), dzisiaj obchodzimy także Dzień Babci i, co szczególnie miłe dla mnie – imieniny Agnieszek.

W związku z tym, w ramach inwestycji w dobry nastrój, zakupiłam zwiastuny wiosny w postaci cebulek narcyzów Tête-à-Tête. Pozbyłam się ich oryginalnych plastykowych doniczek, ubrudziłam ręce ziemią i od razu poczułam się lepiej. Teraz, gdy tylko będę mieć dosyć wszechobecnej bieli wystarczy, że spojrzę na parapet. 

Zdjęcia robiłam rano, a w chwili obecnej – kilka godzin później, widzę już optymistycznie żółte płatki wychylające się z pękających pąków. Cudne!
 






P.S. Pamiętajcie o życzeniach i kwiatach dla swoich Babć, a jutro o uhonorowaniu Dziadków (dla nich możecie wymyślić jakiś sympatyczny substytut kwiatów;) )!





12/26/2012

Boże Narodzenie





Pierwszy post z bożonarodzeniowego cyklu (choć to chyba za duże słowo, jak na 2 posty). Życzenia odrobinę spóźnione, ale liczą się chęci, prawda?

Dzisiaj prezentuję stroiki z nurtu, roboczo nazwanego przeze mnie, 'naturalistycznym'. Najprawdopodobniej jutro skompletuję drugi post, dla odmiany z kolorem srebrnym jako dominującym. Niestety mój aparat poczuł magię Świąt i działał bardzo kapryśnie, więc nie wszystkie zdjęcia są tak dobrej jakości, jakbym chciała. Mam nadzieję, że mimo to, coś tam dojrzycie.

Z prezentowanych dzisiaj wytworów:

Wieniec na drzwi (u nas wisi w przedpokoju na lustrze) – wykonany na podkładzie słomianym, z użyciem dużej ilości rafii naturalnej, owoców różny drobnokwiatowej i ostrokrzewu, a także liści mahonii.

Stroiki nr 1 i 2 – powstały na bazie świerkowych wieńców, na dekorację składają się: jemioła, mahonia, ostrokrzew, owoce róży drobnokwiatowej i dzikiej, szyszki sosnowe, żołędzie, gwiazdki anyżu, cynamon i słomiane ozdoby choinkowe. Uh, dużo tego było... chyba za dużo, ale miało być 'na bogato' ;).

Stroik nr 3 – nie 'naturalistyczny', ale w podobnej gamie kolorystycznej; tak samo jak 1 i 2, wykonany na bazie z wieńca świerkowego. Od razu się przyznam, że sztuczne mini-poinsecje, złota jemioła i czerwone szyszki już znajdowały się na nim w momencie kupna, jednak były rozmieszczone symetrycznie w 4 grupach, co sprawiało dość mizerne wrażenie; oderwałam wszystko, uzupełniłam bombkami, pozłoconymi żołędziami, cynamonem
i anyżem, liśćmi mahoni i owocami ostrokrzewu.



12/16/2012

Przedświąteczny rytuał


8 dni do Wigilii. Ostatni moment, żeby napisać i wysłać kartki z bożonarodzeniowymi życzeniami, jeśli mają dotrzeć na czas. Wiem, że to tradycyjne, wręcz staroświeckie podejście, ale SMS czy e-mail, choćby nie wiadomo jak wymyślny, nigdy nie będzie tym samym co własnoręcznie napisana kartka. Przynajmniej dla mnie. (Tak samo jak e-booki nigdy, ale to nigdy, nie zastąpią mi prawdziwych, papierowych książek.) Otwieranie koperty, zapach, faktura papieru to źródła czysto fizycznych doznań. Fragment przedświątecznego rytuału. Nawet wszędobylski brokat ma wtedy swój urok.

Chwyciłam więc pióro, nożyczki oraz klej i przygotowałam świąteczne kartki dla najbliższych przyjaciół i rodziny. Te, które widzicie na zdjęciach, wyjątkowo wręczę osobiście koleżankom ze studiów i mam nadzieję, nie żadna z nich nie zajrzy tutaj do wtorku ;).



Jako mały bonus pyszne kakao, bo po ciężkiej pracy należy się nagroda. 













 



9/14/2012

Barwny wieniec








Kampania wrześniowa za pasem, a ja zamiast przykładnie się uczyć bawię się w domorosłą florystkę. Tym razem zadziałałam z większym rozmachem
i kupiłam więcej kwiatów (czyt. wydałam ok. 30 zł).

Jako baza posłużyła mi okrągła drewniano-wiklinowa forma (nie wiem jak to lepiej określić), którą udało mi się kupić w zeszłym roku na targu różności
za oszałamiającą kwotę 4zł. Pocięłam namoczoną gąbkę florystyczną tak żeby dokładnie wypełnić bazę (kawałki owinęłam dodatkowo folią żeby dużej trzymały wilgoć) i  zaczęłam układanie od różowych astrów i fioletowych kwiatów zatrwianu, które są najmocniejszymi barwnymi elementami wieńca. Dodałam bladoróżowe goździki i gałązki wrzosu, dzięki którym chciałam trochę poszerzyć kompozycję i dodać jej lekkości. Na koniec wolne miejsca wypełniłam soczyście zielonymi koreankami, będącymi świetnie kontrastującym tłem dla pozostałych kwiatów.

Ma nadzieję, że tak radosna kompozycja się Wam spodoba, szczególnie gdy za oknem pogoda zaczyna się robić iście listopadowa.


Starałam się jak najszczelniej wypełnić bazę i zabezpieczyć ją przed utratą wilgoci.


 

9/04/2012

Biało mi

Whiteness

Ostatnio coraz częściej kupuję do domu kwiaty. Dawniej bukiet w wazonie był typowo odświętną dekoracją stołu, ale teraz nie ma chyba miesiąca (tygodnia nawet?) żebym nie skusiła się na zakup kwiatów z czysto estetycznych  pobudek. Wiąże się z tym także fakt, że kilka sklepów w których robię codzienne zakupy dołączyło do swojej oferty kwiaty w rozsądnych cenach. Od giełdy kwiatowej, gdzie kwiaty mogłabym kupić  w podobnej cenie,
dzieli mnie kawał drogi (jest dokładnie na drugim końcu miasta), no i nie muszę wstawać o 4 rano żeby wybrać coś ładnego. Oczywiście wybór jest
o wiele mniejszy, ale nie szkodzi. Tym większe wyzwanie!

Tym razem skusiłam się na paczkę białych goździków (Dianthus caryophyllus). Za siedem ładnych gałązek zapłaciłam niecałe 6zł, kiedy w typowej kwiaciarni kosztowałoby mnie to trzy albo cztery razy więcej. Do tego w warzywniaku (!) dokupiłam duży bukiet różnobarwnego zatrwianu (Goniolimon tataricum)
i wybrałam z niego białe kwiaty (pozostałe będą bazą innego projektu). Zielone 'wypełnienie' pochodzi z zachwaszczonego trawnika nieopodal mojego domu.

Wybrałam zielony kwadratowy wazon i za pomocą taśmy samoprzylepnej zrobiłam kratkę, dzięki której kwiaty lepiej trzymają się swojego miejsca
i cała kompozycja jest stabilniejsza. Wszystkie kwiaty oczyściłam z niepotrzebnych liści i podcięłam na podobnej wysokości.
Zaczęłam od rozmieszczenie goździków, następnie dopełniłam elementami zielonymi, a na koniec dodałam gałązki zatrwianu (specjalnie skróciłam
je trochę bardziej, aby nie miały styczności z wodą i nie zgniły). Wiem, że połączenie żywych kwiatów z suszonymi może się wydawać nietypowe,
ale myślę, że w tym przypadku się sprawdziło.

I tak za niedużą sumę i w ciągu parunastu minut powstała przyjemna dla oczu kompozycja.

 
Recently I buy flowers more often. Formely, bouqiet was typical festive table's decoration, but now it's present in my home every month (or even every week?). It's my selfish and aesthetic whim. It's also connected with fact that a few stores in my neighborhood, where I daily go shopping, added to their offer fresh flowers. I have a long way to the nearest flower auction (it's located exactly at the other end of town) where I could buy flowers at comparable prices. And I don't have to wake up at 4 a.m. Of course, the choice is more limited, but it doesn't bother me (for now).
It's a bigger challenge for my creativity!

This time, I bought a bunch of white carnations (Dianthus caryophyllus). I paid only 7 pln (about $2) for seven lovely twigs. 
If I wanted to buy them in flower shop, I would spent three or four times more. Additionally I bought a big variegated statice (Goniolimon tataricum) bouqiet in a greengrocer's shop. I used all white flowers (a rest will be base for another project). A green 'filling' comes from weedy lawn. 
 
I choose a green square vase and used scotch tape to prepare a grid – because of that composition is more stable. All flowers were cleaned of unnecessary leaves and undercut. In the beginning, I placed a carnations, next I complemented a composition using green elements
and in the end I added statice flowers (I specially undercut them more than others to prevent a contact with water and suppuration). I know that connecting dried flowers with fresh can be unusual for someone, but I think that in this case it's nice.
 
Therefore, in a few minutes and for a small price to paid, we got a pleasing to the eye composition.

8/30/2012

Zasuszyć lato

Dried summer


Chyba każdego studenta kierunku przyrodniczego dopada w pewnym momencie przykry obowiązek wykonania zielnika (choć to i tak przyjemniejsze niż okryty niesławą owadnik). Z suszeniem na płasko (tzw. metodą zielnikową) wiąże się sporo pracy (rośliny należy równo rozłożyć pomiędzy gazetami i bibułami, przyłożyć ciężkim tomiskiem, co 2-3 dni sprawdzać i zmieniać papiery, a jeśli pora zbioru nie była sucha i słoneczna, to nawet codziennie). Niekiedy potrzeba bardzo dużo miejsca, aby całą tę botaniczną działalność pomieścić. Podłoga zaścielona wieżami z gazet to w maju/czerwcu u studenta botaniki stały element wyposażenia wnętrza. A gdy wydaje się, że to już koniec najgorszej pracy, przychodzi czas na przyklejanie okazów do kart i ich oznaczanie oraz opisywanie, co często zajmuje 10 razy więcej czasu niż wszytskie poprzednie czynności razem wzięte i budzi w człowieku nieznane mu wcześniej pokłady irytacji.

Na szczęście czasy kiedy w ciągu dwóch dni 'botanicznych' wycieczek zbierało się po 100 gatunków, żeby je później jak najsprawniej i jak najładniej zasuszyć mam już za sobą. Teraz zbieram i suszę rośliny 'czysto rekreacyjnie'.

A po co? Wykorzystuję je później przy robieniu niewielkich kompozycji, kartek, zaproszeń czy dekoracji. Dlatego skupiam się głównie na roślinach kwitnących, o ciekawym kształcie, fakturze liści
i trawach. Później zimą, gdy na zewnątrz na termometrze straszy -20°C, miło jest przypomnieć sobie dzięki nim słoneczny sierpień i spreparować jakiś drobiazg dla bliskiej osoby. 

Ot tak, żeby i ona poczuła, że lato już niedługo.


I suppose that everyone Agriculture (or Environmental and Life Sciences) University's student during his/her higher education has to prepare a herbarium. It's unpleasant obligation, but in my opinion it's nicer than doing an insect collection.

Drying plants is a laborious and time-consuming procedure, especially if it's your first time doing that. Plants should be spread flat on sheets of newsprint and pressed using blotters and weights (for example heavy books – I used my old Reader's Digest Encyclopaedia of Garden Plants and Flowers ;) ).
In some cases (in particular when collected plants were moist) it is necessary to check and change blotters every 2-3 days. All this 'botanical activity' needs a lot of space and it's totally normal situation for student of botany to have floor covered by paper towers. And at the moment when you're thinking
it's endof the worst work, comes time to stick specimens to cards, describe the classification and make a label with all essential data (date, place found ect.).
All these activities often last ten times longer than previous steps and induces in man previously unknown irritation.

Happily that time, when in two days I collected and dried 100 or more species, belongs to the past. Now I do that for purely recreational purposes.

Why? I use dried plants to make a small compositions, occasional cards, invitations and decorations. Because of that I choose mainly flowers, leafs with interesting texture or shape and ornamental grasses. Later, in the winter when temperature drops to -20°C, it's nice to recall, with their help, a lovely August afternoon. And additionally prepare some little gift for loved one.

8/22/2012

Po raz pierwszy


First time



Myśl, aby założyć tego bloga, zagnieździła się w moim mózgu w pewne lipcowe popołudnie. Chciałam mieć w Internecie swój kąt, miejsce w którym mogłabym dzielić się moimi pasjami. W założeniu blog ten będzie poświęcony szeroko pojętemu ogrodnictwu, florystyce i gotowaniu. Chciałabym pokazywać tutaj niektóre z moich inspiracji i pomysłów, które każdy będzie mógł przetestować na własnym gruncie i które, mam nadzieję, będą źródłem satysfakcji tak, jak w moim przypadku.

Na dobry początek całkiem spontaniczny bukiet z polnych kwiatów, zebranych podczas jednego z letnich spacerów. Miłej lektury!

 
A thought of running a blog nested in my mind some July afternoon. I wanted to have a place of my own on the Web where I could share my passions with other people. I plan that this blog will be dedicated to widely understood gardening, horticulture, floristry and cooking. I would like to show some of my inspirations and ideas to everyone, so they can try to find a source of satisfaction in them, just like me.

For the good beginning: a quite spontaneous bouquet of wild flowers collected during one of summer walks.
Enjoy reading!